Make your own free website on Tripod.com

"Rzeczpospolita" 26 kwietnia 1997

Prokurator żąda od 8 do 15 lat więzienia
Oklaski na sali

Jacek Cieszewski

Kar od 8 do 15 lat więzienia dla 22 uczestników pacyfikacji kopalń "Manifest Lipcowy" i "Wujek" w grudniu 1981 r. domagał się w piątek prokurator. Nie ukrywał przy tym, że ten monstrualny, ciągnący się ponad cztery lata proces, w wyniku wytrwałego zacierania śladów początkowo przez Prokuraturę Garnizonową w Gliwicach, a póĽniej MSW, ma charakter poszlakowy. Wniosek prokuratora zgromadzona na sali sądowej publiczność przyjęła oklaskami.

Na wstępie piątkowej rozprawy sąd poinformował, że po analizie złożonych w czwartek wyjaśnień oskarżonego płk. Mariana O. nie dopatrzył się potrzeby ewentualnego rozszerzenia materiału dowodowego. Upewniwszy się jeszcze, że strony nie żądają już jego uzupełnienia, sędzia Ewa Krukowska, przewodnicząca, zamknęła przewód sądowy i udzieliła głosu prokuratorowi.

Prokurator Jacek Ancuta zaczął od stwierdzenia, że od wydarzeń, których dotyczy proces, dzieli nas 16 lat, a wokół pacyfikacji "Manifestu Lipcowego" i "Wujka" narosło wiele mitów. Ocena tych wydarzeń dokonana przez pryzmat prawa będzie dla młodych lekcją historii i może będą się o tym uczyli. Faktami bezspornymi, podkreślił, są stan wojenny, strajki, odblokowywanie stawiających opór zakładów, udział w tych akcjach tzw. plutonu specjalnego, wreszcie zabici i ranni. Wiadomo, że akcje poprzedziły narady dowództwa, że akcją w "Manifeście Lipcowym" dowodził oskarżony płk Marian O., ówczesny zastępca komendanta wojewódzkiego MO, a płk Kazimierz W. - pułkiem manewrowym ZOMO. W akcjach tych brał udział pluton specjalny, strzały w "Manifeście Lipcowym" padały przez okna portierni, bramę główną i były precyzyjne. W efekcie w obu akcjach zraniono 21 górników, 9 zmarło. Ofiary te, według prokuratora, można uznać za przypadkowe i niepotrzebne i tłumaczyć, że "odblokowywanie" zakładów pracy było formą działań, do której pacyfikujące oddziały nie były przygotowane.

Spotkały się one jednak z uznaniem ówczesnych władz. Dwa dni po pacyfikacji "Wujka" Romuald C., dowódca plutonu specjalnego, podobnie jak jego wszyscy członkowie, został awansowany o jeden stopień. Tak więc ludzi, którzy bezzasadnie użyli broni palnej, spotkała zamiast kary nagroda.

Prokurator zwrócił uwagę, że w ciągu tych 16 lat Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Prokuratura Garnizonowa zniszczyły niemal wszystkie ważne dla tej sprawy materiały i dokumenty.

Nie zabezpieczono broni, pocisków, łusek, nie ma wiarygodnych ekspertyz, które mogłyby wskazać konkretne osoby odpowiedzialne za zabójstwo. Dlatego proces ma właściwie charakter poszlakowy. Faktem jest, stwierdził prokurator, że kulminacyjnym wydarzeniom towarzyszyła agresja z obu walczących stron. Jednak agresja strajkujących była na nich wymuszona przez oddział szturmowy, którego zadaniem było przełamanie oporu górników, a jedynym argumentem - siła.

Rozgraniczając wydarzenia w "Manifeście Lipcowym", gdzie nie było ofiar śmiertelnych, i tragedii w "Wujku", prokurator wniósł o skazanie płk. Mariana O i Romualda C., dowódcę plutonu specjalnego, na karę łączną po 15 lat więzienia (12 lat za "Manifest Lipcowy" i 15 lat za "Wujka"), 16 członków plutonu specjalnego uczestniczących w pacyfikacji obu kopalń - po 15 lat więzienia, a czterech, którzy uczestniczyli jedynie w pacyfikacji "Manifestu Lipcowego" - po 8 lat.

Wniosek prokuratora zgromadzona na sali sądowej publiczność przyjęła oklaskami.

Proces zostanie wznowiony 15 maja.