Make your own free website on Tripod.com

"Życie" 26 maja 1997

Orzeczenie sądu w sprawie "Wujka" może być jednym z ważniejszych wydarzeń. Nie tylko dla polskiego ducha, ale i dla polskiej polityki.
Czekając na wyrok

Piotr Skwieciński

Proces zomowców z "Wujka" kończy się. Katowickiemu Sądowi Wojewódzkiemu pozostaje już w zasadzie tylko wydanie wyroku. I choć od chwili, gdy "szły pancry na "Wujek" minęł już 16 lat, to od wyroku tego zależy bardzo wiele. Zarówno w wymiarze moralnym, jak i politycznym.
Bo w Polsce wszyscy - od antykomunistów do SLD-owców, popnerz ogromne grupy społeczne pozornie nie zainteresowane w ogóle życiem publicznym - czują instynktownie, że ta grudniowa pzcyfikacja to (nie licząc morderstwa ks. Popiełuszki) najintensywniej żyjąca legenda "Solidarności".
Zastepczy proces Jaruzelsklego
Tak bylo już w okresie stanu wojennego. A wrażenie to dodatkowo wzmocniła historia ostatnich siedmiu lat.
Proces "Wujka" urósł do rangi symbolu nie tylko ze względu na rangę masakry czy na niemal bezprecedensowy charakter obrony tej kopalni. Stało sie tak również i dlatego, że po'89 roku nie nastapiło rozliczenie władzy komunistycznej i dlatego proces "Wujka" zaczął być odbierany- i pnez anty-, i przez postkomunistów - w pewnym sensie jako zastępczy proces gen. Jaruzelskiego. Stało się tak również i dlatego, że proces ten wygladał tak, jak wygladał. Że przebiegał w atrnosferze bezsiły i bierności wymiaru sprawiedliwości. Że oskarzeni odpowiadali z wolnej stopy. Że w sporej części dalej służyli w policji i zdarzało się, że rano, w mundurach i z bronią konwojowali przestępców do sądu, a po południu na chwilę zmieniali rolę i zasiadali w ławach oskarżonych. Że część świadków-górników czuła się przez nich zastraszana.
Zresztą - zomowcy z plutonu specjalnego też wyczuli symboliczność tego procesu. To chyba jeden z powodów ich tryumfalizmu, przechodzącego w wyzywającą bezczelność. Tego, że w czasie rozprawy demonstracyjnie czytywali tygodnik "NIE"...
Przeciw styropianowi
Proces urósł do rangi symbolu wbrew większości centralnych mediów. Mediów, które procesem nie interesowały się, a zatem - jak można bylo uznać - akceptowały jego przebieg. Mediów, które przez długi czas lansowały tezę, iż do okresu stanu wojennego nie należy wracać, że Jaruzelski zasługuje na szacunek, a ubeckich i milicyjnych przęstepców należy karać chyba tylko wtedy, jeśli sami o to poproszą...
Nie tylko komuniści i antykomuniści wyczuli, że "Wujek" symbolizuje "Solidarność". Bardzo szybko dotarło to również do wszelkiej maści nihilistów.
Bylo tak już w drugiej połowie lat 80. - nie zaprzeczy temu nikt, kto pamięta pojawiające się na murach napisy "Pomścimy "Wujka" i ciotkę!".
A proces ten pogłębił się w latach 90., kiedy większość opiniotwórczych elit i mediów zaczęła zwalczać będące rzekomo zjawiskiem w Polsce dominującym (i, dodajmy, negatywnym) solidarnościowe "kombatanctwo". Był to, nawiasem mówiac, najbardziej chyba aberracyjny element intelektualnej i duchowej atmosfery pierwszej połowy dekady. Bo przecież owo demoniczne solidarnościowe (w ślad za "NIE" centrowe media zaczęły niebawem używać określenia "etosowe") "kombatanctwo" było wtedy bytem nieistniejącym, po prostu realnie nie istniało! Wątpiącym chciałbym zadać kilka pytań retorycznych. Czy po'89 roku w Polsce zrealizowano choć jeden film o antykomunistycznej konspiracji sprzed lat 10? Czy weteranów owej konspiracji zapraszano do szkół, by opowiadali dziatwie o kręceniu korbką powielacza? Czy działaczy podziemnej "S" odznaczano masowo orderami? Czy nie można było włączyć telewizora, żeby nie natknać się na program historyczny o podziemiu, strajkach i demonstracjach? Z kombatanctwem mieliśmy w Polsce do czynienia przez kilkadziesiąt lat po drugiej wojnie światowej, i tak to właśnie mniej więcej wyglądało...
A może ludzie dawnej "S" przechwycili wiekszość lukratywnych pozycji gospodarczych? Może nastapiło uwłaszczenie "Solidarności"? dziś, gdy wiedzą o tym, że od lat 80. polskie finanse, system bankowy i w ogóle ogromna większość gospodarki pozostaje nieprzerwanie w rękach komunistów, jest już powszechna, trudno określić takie tezy inaczej, niż jako śmieszne.
Nieczyste sumienie
A jednak mimo tego wszystkiego, pozostającym w rękach formacji lewicowo-liberalnej mediom udało się doprowadzić
do tego, że społeczeństwo uwierzyło w to "kombatanctwo". Próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego udała się ta operacja, wymagałaby odrębnego tekstu.
Z całą pewnością, oprócz zmasowanej agresji propagandowej, swoją rolę odegrało nie do końca uświadomione nieczyste sumienie sporej części społeczeństwa. Chodzi o ludzi, którzy w latach 80. nie byli komunistami, ale zachowywali się biernie, mimo że mogli czuć się zobowiązani do zachowania innego. Przypomnijmy, że pierwsza "S" miała 10 milionów członków, w pierwszych - najliczniejszych! - akcjach oporu po 13 grudnia uczestniczyło w skali kraju kilkaset tysięcy osób, a im dalej od '82 roku, tym mniejsza była liczba uczestników protestów.
Ludzie tacy w sporej części nie czuli się w porządku wobec tych, którzy w czasie stanu wojennego potrafili pokonać swój strach. Wyrzuty sumienia rodzą często agresję, skierowną przeciw tym, wobec których owe wyrzuty się odczuwa.
Ale, jak już powiedzieliśmy, niezależnie od przyczyn, operacja się powiodła i większość społeczeństwa uwierzyła w owo "kombatanctwo". Jego (znów -wylansowanym pnez "NIE") symbolem stał sie styropian - zwrot "on spal na styropianie" używany był wyłącznie w intencji ośmieszającej.
A zaraz po styropianie symbolem kombatanctwa stał się "Wujek".
Nie tylko nastolatkl
Prasa ani intelektualiści nie używali tego symbolu. Ostatecznie zginęli wtedy ludzie, trudno więc było publicznie stosować to słowo jako epitet czy też otwarcie ośmieszać śmierć górników. Ale za to w języku potocznym zagościło niemal na równi ze styropianem. Kiedy rok temu w ankiecie "Gazety Wyborczej" nastolatka napisała, że nic ją nie obchodzi, iż 16 lat temu zastrzelono jakichś górników to dla wielu czytelników był to szok. Ale słowa tej ogłupionej dziewczyny naprawdę nie były nietypowe, i co więcej, nie tylko dla nastolatków.
I wlaśnie dlatego wyrok, który wyda katowicki sąd, będzie tak istotny.
Jeśli oskarzeni zostaną uniewinnieni, albo też skazani na śmieszne wyroki w zawieszeniu, to - nieżależnie od intencji sędziów-postkomuniści odczują to jako tryumf. A dla niekomunistycznej, lecz skażonej nihilizmem części społeczeństwa będzie to oznaczło - częściowo bez logicznej przyczyny, ale w wyobraźni społecznej liczy się nie logika, ale skojarzenia - że nie wiadomo, kto wtedy miał rację, że prawda jest nie do ustalenia. A zarazem - że "wygrali czerwoni", a skoro po raz kolejny wygrali, to znaczy, iż nie ma na nich mocnych.
I rzecz jasna, będzie to oznaczało, że choć najbardziej antykomunistyczna część społeczeństwa mocno się rozsierdzi, to jeśli chodzi o większość, wahadło nastrojów przechyli się na stronę postkomunistów, czy przynajmniej obozu "czer wono-różowego". Bo ludzie podświadomie lubią być po stronie mocniejszych, po stronie zwycięzców.
Potrzebny jest sygnał
Ale jeśli wyrok będzie inny jeśli zomowcy zostaną skazani na wyroki, przez przeciętnych ludzi odbierane jako surowe, to jest szansa, że spora część społeczeństwa odbierze go jako silny sygnał odwrotny. Sygnał, że Jaruzelski być może nie był patriotą, że nie "chciał dobrze", że rację miała "S", a nie PZPR. I że czerwoni nie sa aż tak mocni, jak sie wydawało.
Na południu USA stosunek białych do Murzynów zaczął się zmieniać dopiero wtedy, kiedy władze federalne narzucily prawa antysegregacyjne. Bo wielka jest siła społecznego konformizmu. Dlatego z napieciem będę czekał na wyrok katowickiego sądu. Bo kiedyś historycy mogą uznać go za jedno z ważniejszych wydarzeń, które okresliły przyszłość polskiego ducha. I polskiej polityki.