Make your own free website on Tripod.com


POWRÓT

•  od autorki
•  reakcje na książkę
•  zdjęcia z pacyfikacji
•  zdjęcia z procesu
• 
Dziesięć lat później

8 października 1991 r. Prokuratura Wojewódzka w Katowicach wszczęła na wniosek Nadzwyczajnej Komisji Sejmowej ds. Badań Działalności MSW postępowanie w sprawie pacyfikacji kopalń "Manifest Lipcowy" i "Wujek" w pierwszych dniach stanu wojennego. W grudniu 1992 r. do Sądu Wojewódzkiego w Katowicach wpłynął akt oskarżenia przeciwko 24 osobom.
Najwyższego rangą, generała Czesława Kiszczaka, ówczesnego szefa MSW, oskarżono o to, że wydając tajny szyfrogram, w którym zezwalał na użycie broni wobec strajkujących załóg, "sprowadził powszechne niebezpieczeństwo dla ludzkiego życia i zdrowia", a tym samym przyczynił się do śmierci dziewięciu górników KWK "Wujek" i zranienia kilkudziesięciu innych, w tym również w KWK "Manifest Lipcowy" (art. 140 kk par. 1, który przewidywał karę od 2 do 10 lat pozbawienia wolności).
Trzem oskarżonym: byłemu zastępcy komendanta wojewódzkiego MO płk. Marianowi Okrutnemu, dowódcy ZOMO płk. Kazimierzowi Wilczyńskiemu oraz szefowi Plutonu Specjalnego Romualdowi Cieślakowi zarzucono "sprawstwo kierownicze zbrodnią zabójstwa" (art. 16 kk w zw. z art. 148 par. 1 kk, za co groziło od 8 lat więzienia do kary śmierci włącznie).
Dwudziestu członków Plutonu Specjalnego ZOMO oskarżono z art. 158 par. 2 i 3 oraz art. 159 kk w zw. z art. 10 par. 2, tj. o udział w bójce z użyciem broni palnej, następstwem której było ciężkie uszkodzenie ciała lub śmierć.
Do rozpoznania sprawy wyznaczono trybunał w składzie: sędzia Ewa Krukowska (przewodnicząca Składu Sędziowskiego), sędzia Marcela Faska-Jagła, sędzia Jacek Myśliwiec (sędzia dodatkowy). Jako ławnicy zasiedli: Jerzy Konopka, Gerard Gromnica, Gerard Kocot, Jadwiga Czech, Krystyna Małek oraz Stefan Lis. Stronę oskarżenia reprezentowali prokuratorzy: Zbigniew Zięba i Jacek Łańcuta, wspomagani przez pełnomocników oskarżycieli posiłkowych: mec. Leszka Piotrowskiego i mec. Janusza Margasińskiego. W roli pełnomocników oskarżycieli posiłkowych reprezentujących Komisję Zakładową NSZZ "Solidarność" wystąpili: mec. Marian Szweda, mec. Jolanta Zajdel-Sarnowicz oraz Anna Dembek. Rozpoczął się kilkuletni bój o prawdę, prawo i sprawiedliwość.

Lista oskarżonych o pacyfikację kopalni "Manifest Lipcowy" i "Wujek" 15-16 grudnia 1981 r.
1. Gen. Czesław Kiszczak; ur. 19.10.1925 r., były szef MSW
2. Kazimierz Wilczyński; ur. 2.02.1930 r., były dowódca ZOMO
(art. 16 kk w zw. z art. 148 par. 1 kk - obaj wyłączeni do odrębnego postępowania ze względu na stan zdrowia)
3. Marian Okrutny; ur. 17.10.1939 r., były z-ca kom. wojew. MO
4. Romuald Cieślak; ur. 20.09.1947 r., były szef Plutonu Specjalnego ZOMO
(obaj art. 16 kk w z w. z art. 148 par. 1)
5. Lech Nowak; ur. 14.03.1954 r.
6. Tadeusz Tinel; ur. 26.03.1957 r.
7. Leszek Grygorowicz; ur. 22.06.1956 r.
8. Teopold Wojtysiak; ur. 18.05.1956 r.
(członkowie Plutonu Specjalnego ZOMO uczestniczący w pacyfikacji KWK "Manifest Lipcowy" - art. 158 par. 2 kk i 159 kk w zw. z art. 10 par. 2)
9. Maciej Szulc; ur. 21.07.1953 r.
10. Grzegorz Włodarczyk; ur. 10.01.1959 r.
11. Dariusz Ślusarek; ur. 19.04.1952 r.
12. Antoni Nycz; ur. 3.07.1953 r.
13. Henryk Huber; ur. 20.02.1956 r.
14. Zbigniew Wróbel; ur. 26.05.1954 r.
15. Józef Rak; ur. 24.02.1954 r.
16. Grzegorz Berdyn; ur. 23.04.1954 r.
17. Ryszard Gaik; ur. 12.02.1954 r.
18. Andrzej Bilewicz; ur. 16.05.1957 r.
(członkowie Plutonu Specjalnego ZOMO uczestniczący w pacyfikacji KWK "Manifest Lipcowy" i "Wujek" - art. 158 par. 2 i 159 kk w zw. z art. 10 par. 2 oraz art. 158 par. 3 kk i 159 w zw. z art. 10 par. 2)
19. Marek Majdak; ur. 29.12.1957 r.
20. Edward Ratajczyk; ur. 9.01.1954 r.
21. Bonifacy Warecki; ur. 27.08.1953 r.
22. Grzegorz Furtak; ur. 23.04.1956 r.
23. Krzysztof Jasiński; ur. 15.10.1958 r.
24. Andrzej Rau; ur. 16.08.1952 r.
(członkowie Plutonu Specjalnego ZOMO uczestniczący w pacyfikacji KWK "Wujek" - art. 158 par. 3 kk i 159 kk w zw. z art. 10 par. 2)

Część pierwsza - Katowice
Budujcie pomniki, ale dalej wara!

Kiedy 10 marca 1993 r. rozpoczynał się proces oskarżonych o pacyfikację kopalni "Manifest Lipcowy" i "Wujek" w grudniu `81, gmach Sądu Wojewódzkiego w Katowicach przypominał pilnie strzeżoną fortecę. Wzdłuż ulicy stały radiowozy, a wokół budynku było aż niebiesko od policyjnych mundurów. Do sądu można było wejść tylko za okazaniem specjalnej przepustki. Już na progu rośli, uzbrojeni po zęby członkowie brygady antyterrorystycznej sprawdzali każdą osobę i jej bagaż wykrywaczami metalu. Rozpinano kurtki i płaszcze, a zawartość torebek i teczek lądowała na ustawionym w drzwiach stoliku. Aby dojść do sali 316, trzeba było pokonać kilka takich "punktów kontrolnych". Stojący w odstępie zaledwie kilku metrów policjanci dokładnie sprawdzali dokumenty i przepustkę.
Na korytarzu i na sali rozpraw panowała przejmująca cisza. Wreszcie w asyście policji weszło 23 mężczyzn. Niektórzy niewysocy, niektórzy jeszcze młodzi - z włosami do ramion, jeszcze inni z wyraźną już nadwagą, w niczym nie przypominali stereotypu o jakimś szczególnym wyglądzie ZOMO-wców z Plutonu Specjalnego. Prawie wszyscy zakrywali twarze ciemnymi okularami. I chociaż wchodząc jeszcze się śmiali, jeszcze głośno rozmawiali, to widok przepełnionej, a przecież największej, sali Sądu Wojewódzkiego w Katowicach powoli gasił kpiące uśmieszki oskarżonych. Po kilkunastu latach stanęli twarzą w twarz ci, którzy strzelali, i ci, do których strzelano. Wtedy też pojawiły się dramatyczne pytania: czy wreszcie dowiemy się prawdy? Czy na ławie zasiedli wszyscy winni? Czy zbrodnia zostanie ukarana? - Nie chodzi o zemstę. Nie o to, by ich zamknąć. Żeby chociaż wyrazili skruchę - powiedział jeden z uczestników tragicznych wydarzeń z grudnia 1981 r.
Skandal wybuchł już pierwszego dnia. Na sali rozpraw nie stawił się Czesław Kiszczak. Jego obrońca mec. Janusz Niemcewicz przedstawił sądowi zaświadczenie lekarskie podpisane przez prof. Jacka Żochowskiego, z którego wynikało, że jego klient "nie powinien uczestniczyć w procesie przez 4 miesiące". Mec. J. Niemcewicz wystąpił z wnioskiem o wyłączenie Kiszczaka do odrębnego postępowania. Na to absolutnie nie zgodzili się pełnomocnicy oskarżycieli posiłkowych.
- Nie możemy dopuścić, by tego oskarżonego wyłączono ze sprawy - mówił mec. Leszek Piotrowski. - Gdyby nie jego szyfrogram, to być może pozostali nie siedzieliby dziś na tej ławie.
Leszek Piotrowski wraz z drugim pełnomocnikiem Januszem Margasińskim zwrócili się do sądu, by Czesława Kiszczaka przebadali biegli kardiolodzy ze Śląskiej Akademii Medycznej. Jednak sąd nie zgodził się na to. Nieobecność Kiszczaka zbulwersowała również górników.
- On musi tu przyjechać - mówił na korytarzu ze łzami w oczach jeden z poszkodowanych. - Sami będziemy go dowozili. Choćbyśmy mieli przez całą drogę z Warszawy do Katowic pchać wózek inwalidzki. Niestety, Kiszczak w Sądzie Wojewódzkim w Katowicach nie zjawił się ani razu. W lutym 1994 r. zapadła decyzja o wyłączeniu jego sprawy do odrębnego postępowania i przekazaniu jej do Warszawy. Od samego początku obrońcy oskarżonych próbowali przewlekać postępowanie. Już pierwszego dnia procesu wnioskowali o zwrócenie akt prokuraturze celem uzupełnienia. Wtedy też mec. Marek Barczyk, broniący na zlecenie NSZZ Policjantów Komendy Wojewódzkiej w Katowicach 14 oskarżonych, domagał się uniemożliwienia uczestniczenia w rozprawach dziennikarzom.
Problem nieobecności Kiszczaka nie był jedynym, z którym sąd nie potrafił czy też nie chciał sobie poradzić. Ciągłe odraczanie rozpraw, powodowane różnymi wnioskami obrońców, oczekiwaniami na opinie lekarskie, sprawiło, że dopiero w siedem miesięcy od rozpoczęcia procesu prokuratorowi udało się odczytać akt oskarżenia.
Tymczasem na sali rozpraw wśród oskarżonych zaczęło panować już pełne rozluźnienie. Poznikały w większości czarne okulary. Pojawiła się buta, bezczelne i uważne przyglądanie się uczestnikom procesu. Niektórzy oskarżeni, szeroko ziewając, demonstracyjnie pokazywali, jak bardzo są znudzeni tym, co się dzieje. Inni ironicznie się uśmiechali. Na przerwach, w kuluarach coraz częściej można było usłyszeć złośliwe uwagi, a nawet pogróżki. W końcu jeden z nich powiedział wprost:
- Palcie znicze, budujcie pomniki, nawet kręćcie o tym film, ale dalej - wara!


 
 wstecz    dalej